Tykająca bomba na dnie morze Bałtyckiego

Bursztyn jest ceniony za swoje piękno od czasów starożytnych po dzień dzisiejszy. Kawałki skamieniałej żywicy drzewnej wyrzucane są na brzegi Morza Bałtyckiego. Wielu turystów spacerujących po plażach ma nadzieję na znalezienie kawałka bursztynu i do wielu los się uśmiecha. 67-letni kolekcjoner kamieni myślał, że też miał szczęście, kiedy wyłowił to, co wydawało mu się bursztynem. Jego znalezisko jednak prawie go zabiło.

To, co znalazł, było w rzeczywistości kawałkiem białego fosforu. Na brzegu, substancja jest nieszkodliwa, ale jak tylko wyschnie, związek zapala się samoistnie, z wielką furią. Pożaru nie można ugasić wodą. W ten sposób powstałby kwas fosforowy, który spowodowałby poważne oparzenia skóry, podczas gdy fosfor nadal by się palił.

Ale jak ten niebezpieczny związek dostał się do morza? Jest to relikt wojenny. Po II wojnie światowej Niemcy musiały zostać rozbrojone, a żeby to zrobić, musiały jak najszybciej pozbyć się zapasów amunicji.

Najłatwiejszym sposobem było załadowanie amunicji na statki, wypłynięcie w morze i wyrzucenie jej za burtę, co czyniono na szeroką skalę. Tak szeroko, że obecnie zarówno w Morzu Północnym, jak i w Bałtyku znajdują się gigantyczne ilości amunicji. Przez długi czas władze publiczne twierdziły, że amunicja w morzach nie stanowi poważnego problemu.

Zdetonowanie ładunków nie jest rozwiązaniem

Co więc można zrobić z tymi wszystkimi bombami? Pierwszym pomysłem byłoby ich zdetonowanie, co początkowo sporadycznie robiono. Nie jest to jednak genialny pomysł. Kiedy eksploduje 500-kilogramowa bomba, dwie trzecie do trzech czwartych materiałów wybuchowych zostaje zniszczonych, ale reszta trafia do wody, dodatkowo eksplozja szeroko rozprowadza materiał wybuchowe.

Znakomity przykład tego miał miejsce przed Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w 1972 roku. Igrzyska odbywały się głównie w Monachium, ale zawody żeglarskie miały miejsce w pobliżu Kilonii. Aby uniknąć wszelkiego ryzyka, władze postanowiły oczyścić płytkie wody w pobliżu wybrzeża z bomb i granatów, wysadzając je w powietrze. W wyniku tego duże ilości toksycznych związków pochodzących z bomb dotarły do brzegu, a kilońskie plaże musiały zostać zamknięte w celu dokładnego oczyszczenia. Detonowanie bomb nie jest rzadkością podczas prac budowlanych, na odcinku Szczecin-Świnoujście wysadzono bombę z masą 120kg materiałów wybuchowych.

Tykająca bomba zegarowa

W najbliższych dziesięcioleciach stanie się to dużym problemem. Osłony ładunków wybuchowych wykonane są z metalu, a metal ulega korozji, zwłaszcza w słonej wodzie. Prędzej czy później różne toksyczne zawartości bomb zostaną uwolnione i trafią do ekosystemów. Istnieją oznaki, że to już się dzieje.

Wysokie stężenie arsenu wielokrotnie stwierdzano w rybach poławianych w Morzu Bałtyckim. Niewiele lepiej wygląda sytuacja z amunicją konwencjonalną. Materiał wybuchowy kruszy się, a jego cząsteczki stają się tak małe, że mogą być wchłaniane na przykład przez małże. Jedynym realnym rozwiązaniem byłoby jak najszybsze odłowienie amunicji i jej właściwa utylizacja, co byłoby zadaniem złożonym i bardzo kosztownym.